Przy organizacji obozu współpracujemy ściśle z lokalnymi służbami i instytucjami. Na pierwszym miejscu są oczywiście: leśnictwo, sanepid, gmina oraz straż pożarna (kolejność nieprzypadkowa).

Teren obozu jest ściśle wyznaczony we współpracy z nadleśnictwem już na kilka miesięcy przed obozem. Zespół kwatermistrzowski zwykle udaje się do lasu już wczesną wiosną by spotkać się z leśniczym, obejrzeć las i zamówić drewno, a także zapowiedzieć się w sanepidzie i porozmawiać z wójtem. Na 30 dni przed rozpoczęciem obozu wraz z rejestracją wypoczynku w MEN uzyskujemy pozytywną opinię straży pożarnej, zgodę gminy na kopanie dołów chłonnych i zawieramy umowę z lasami.

Bardzo ważnym zagadnieniem jest ochrona przeciwpożarowa. Szczególnie, że już najmłodsi z nas palą ogniska, a w kuchni ogień buzuje od rana do wieczora. Dlatego pierwsze szkolenie przeciwpożarowe odbyliśmy z komendantem OSP w Janowie jeszcze podczas kwaterki, ustaliliśmy sygnały alarmowe i miejsce zbiórki.

W każdym podobozie mamy sprzęt p-poż – wiadro z piaskiem, gaśnicę, łopatę i siekerę, a w kuchni dodatkowo gaśnicę pianową i koc gaśniczy. Cała kadra została przeszkolona by umieć ich używać.
Najważniejszy sprawdzian odbyliśmy już w pierwszym tygodniu obozu – próbny alarm ewakuacyjny. Punktualnie o 19.30, bez wcześniejszej zapowiedzi (o alarmie wiedzieli tylko komendant i kwatermistrz) i do tego podczas odprawy drużynowych (czyli głowy wszystkich podobozów zebrane z dala od swych drużyn), zawyła syrena. Las udało się opuścić w komplecie w DWADZIEŚCIA minut! 165 uczestników, 16 wychowawców i 6 osób kadry cywilnej i pies meldowało się w zgrupowaniu już o 19.38, a do 19.51 skończyliśmy drugie sprawdzanie stanu już na polanie, poza potencjalnym zagrożeniem.
Po alarmie już na spokojnie zjedliśmy kolację i poznawaliśmy trudy pracy strażaków. OSP Janowo – dziękujemy!

A nawet bawiliśmy się sprzętem ratunkowym!

Zresztą zobaczcie sami.