Wszyscy nasi podopiecznie wyruszyli na wędrówki. Z chęcią byśmy pokazali jakieś zdjęcia, ale internet nie współpracuje.

My w tym czasie bawimy sie w księgowych.

Zdjęcia z telefonu wcale nie są takie złe.
Wszyscy nasi podopiecznie wyruszyli na wędrówki. Z chęcią byśmy pokazali jakieś zdjęcia, ale internet nie współpracuje.

My w tym czasie bawimy sie w księgowych.

Zdjęcia z telefonu wcale nie są takie złe.
Kochani,
adresat na liście ułatwi dostarczenie przesyłki. Ewentualnie nadawca bardziej określony niż uśmiechnięty tata :))
Przy organizacji obozu współpracujemy ściśle z lokalnymi służbami i instytucjami. Na pierwszym miejscu są oczywiście: leśnictwo, sanepid, gmina oraz straż pożarna (kolejność nieprzypadkowa).

Teren obozu jest ściśle wyznaczony we współpracy z nadleśnictwem już na kilka miesięcy przed obozem. Zespół kwatermistrzowski zwykle udaje się do lasu już wczesną wiosną by spotkać się z leśniczym, obejrzeć las i zamówić drewno, a także zapowiedzieć się w sanepidzie i porozmawiać z wójtem. Na 30 dni przed rozpoczęciem obozu wraz z rejestracją wypoczynku w MEN uzyskujemy pozytywną opinię straży pożarnej, zgodę gminy na kopanie dołów chłonnych i zawieramy umowę z lasami.

Bardzo ważnym zagadnieniem jest ochrona przeciwpożarowa. Szczególnie, że już najmłodsi z nas palą ogniska, a w kuchni ogień buzuje od rana do wieczora. Dlatego pierwsze szkolenie przeciwpożarowe odbyliśmy z komendantem OSP w Janowie jeszcze podczas kwaterki, ustaliliśmy sygnały alarmowe i miejsce zbiórki.

W każdym podobozie mamy sprzęt p-poż – wiadro z piaskiem, gaśnicę, łopatę i siekerę, a w kuchni dodatkowo gaśnicę pianową i koc gaśniczy. Cała kadra została przeszkolona by umieć ich używać.
Najważniejszy sprawdzian odbyliśmy już w pierwszym tygodniu obozu – próbny alarm ewakuacyjny. Punktualnie o 19.30, bez wcześniejszej zapowiedzi (o alarmie wiedzieli tylko komendant i kwatermistrz) i do tego podczas odprawy drużynowych (czyli głowy wszystkich podobozów zebrane z dala od swych drużyn), zawyła syrena. Las udało się opuścić w komplecie w DWADZIEŚCIA minut! 165 uczestników, 16 wychowawców i 6 osób kadry cywilnej i pies meldowało się w zgrupowaniu już o 19.38, a do 19.51 skończyliśmy drugie sprawdzanie stanu już na polanie, poza potencjalnym zagrożeniem.
Po alarmie już na spokojnie zjedliśmy kolację i poznawaliśmy trudy pracy strażaków. OSP Janowo – dziękujemy!

A nawet bawiliśmy się sprzętem ratunkowym!

Zresztą zobaczcie sami.
Korzystając z braku wolnego czasu postanowiliśmy przybliżyć naszym czytelnikom zaplecze obozu harcerskiego.
Dziś na warsztat idzie zgrupowanie. To punkt centralny obozu. Tutaj codziennie trafiają niepoliczalne ilości harcerzy by pozyskać podwieczorek, drugie śniadanie, gwoździe czy inne niezbędne do życia na obozie przedmioty.

Zgrupowanie to krąg namiotów gdzie śpi komenda(komendant, kwatermistrz, oboźny i magazynier), piguła, ratowniczki wodne i dostawca. Poza tym w zgrupie stoją trzy namioty magazynowe. W tym ten najważniejszy z jedzeniem. W magazynie żywnościowym przechowujemy tony produktów potrzebnych do wyżywienia 180 osobowego obozu. Dziś na obiad poszło 11kg ryżu, 20kg mięsa, 2 worki buraków, worek ziemniaków, 2 skrzynki jabłek, 8 kg kapusty kiszonej, 3 kg boczku, worek marchewek, 20kg gruszek na kompot i ok 10 litrów oleju i pewnie kilka kilogramów przypraw. Najwyższe standardy, które potwierdziła kontrolna sanepidu pomagają nam utrzymać 4 lodówki absorbcyjne napędzane propan-butanem.

Wspomniana piguła ma do dyspozycji ambulatorium, gdzie każdego dnia wyjmuje masę kleszczy i opatruje rany. Za ambulatorium stoi izolatka, w której chorować mogą cztery osoby na raz. Póki co chorych brak.

Komenda zgrupowania śpi na przyczach podobnie jak wszyscy harcerze. Wierzymy, że dobry przykład idzie z góry.
Na potrzeby ładowania telefonów kadry i laptopów obsługujących obóz kupiliśmy zestaw paneli słonecznych z akumulatorem.
Zaopatrzenie takiego obozu to nie lada wyczyn, więc nasza flota samochodowa w tym roku wzbogaciła się o dużą srebrną strzałę, którą prawdopodobnie odkupimy w dobrej cenie od właściciela. Przeraża nas co prawda koszt utrzymania. Mała czerwona strzała jest prywatnym samochodem jednego z nas, niestety po obozie będzie wymagać napraw, więc szukamy zaprzyjaźnionego mechanika.
W kolejnym odcinku zapraszamy do kuchni. Będzie się działo.

Odwiedził nas dziś proboszcz z parafii w Muszakach.
Dwa razy dziennie oboźny zgrupowania wyrusza w obchód po podobozach. Sprawdza porządek i zagląda do wszystkich zakamarków obozu. Co ujrzał wczoraj?
Leśne olbrzymy (40WDHy) rysowały mapy okolicy.
Elfy sprzątały swe leśne kwatery NA DRZEWACH (40WDHSek).
Dziewczyny 40WDHek gotowały herbatę z własnoręcznie zebranej pokrzywy.
Wojownicy Valhalli uczyli się wiązać węzły poza podobozem, lecz pilnował go leśny dziad (dzieło Jacka – przybocznego)
13WDHy układało piosenki, Zuchy 13 sadziły swe ogrody (mięta, stewia, trawa cytrynowa i wiele innych), ZUPA zdobywała mistrza szycia, a KASPIAN malował barwy wojenne. No i działo się na kąpielisku!
Ale prawdziwe atrakcje były wieczorem. Jakie?
Dowiecie się następnym razem!
Obóz otwarty!
Wczoraj wieczorem zawitał u nas Odyn, Thor, Loki i reszta mieszkańców Asgardu.
Wszystkie podobozy zjawiły się na zbiórce by następnie zacząć wielką grę, podczas której prezentowali swoje pionierkowe dokonania. Skompletowanie wszystkich podobozów (wraz ze zgrupowaniem) dawało możliwość odebrania obozowej plakietki! Całość zakończyła ceremonia rozpalenia ognia. Czynu tego dokonał Odyn za pomocą swej płonącej włóczni. A więc rozpoczynamy odbudowę świata po Ragnaroku!
Więcej zdjęć jak tylko damy radę!
W deszczowym lesie powstają domy na drzewach. Zamieszkane zostaną przez dziewczyny ze starszej drużyny harcerek z 40stek.